Ostatni tydzień był dla mnie osobiście bardzo ciężki pod względem samopoczucia natury fizycznej.

Powód może wydać się mało istotny. Dla mnie jednak był sporym wyzwaniem.

Przypuszczam, że nie jestem pierwszą osobą, która boryka się z problemami stomatologicznymi.

Nie wynika to jednak z moich zaniedbań – Twoich pewnie też.

Od dziecka dentyści wzbudzali we mnie strach, przeogromny wręcz paniczny.


Pamiętam te czasy cudownych lat osiemdziesiątych kiedy miałam kilka lat i Rodzice wozili mnie do pewnej dentystki, leciwej już daty, gdzie „leczono” mi zęby.

Jak to za tamtych lat bywało profilaktyka była niczym a ja genetycznie nie odziedziczyłam uzębienia rodem z Hollywood.

Pamiętam te chwile grozy na tym okropnym fotelu w otoczeniu, które z przyjaznym w dzisiejszych gabinetach miało niewiele wspólnego.

Jedyny moment, który trzymał mnie wtedy przytomnie i pozwalał wytrzymać te szarpania pani doktor to była ta chwila, kiedy ubierając się w ciężkim nadal bólu, zerkałam niecierpliwe na parking, gdzie czekał Tata a tam jakaś nagroda za „wytrzymanie”.

Wiadomo, Rodzice chcieli jak najlepiej i wybierali najlepszych z możliwych na tamte czasy specjalistów. Dla mnie to była jednak trauma.

Zabawkami cieszyłam się chwilę bo jak można się radośnie bawić, kiedy „leczony” ząb nie daje żyć.

W szkołach było niewiele lepiej. Pamiętam ten gabinet na parterze w podstawówce, gdzie pani doktor bez zupełnego wyczucia grzebała i stękała nade mną a druga pani trzymała mnie w fotelu.

Okropność.


Niezbyt dobrze to wspominam i może to skutecznie mnie zniechęciło na bardzo długi czas.

Kilka lat później doznałam urazu podczas wypadku na rolkach.
Nie miałam szczęścia ani do dentystów ani do zębów – tak w pakiecie 🙂

Niestety mając w Wielkiej Brytanii przygodę z owadem, który użądlił mnie podczas pracy w kawiarni, zmuszona byłam poddać się zabiegowi by się zwyczajnie nie udusić a lekarze dla ułatwienia sobie pracy usunęli mi zdrowe ! zęby by mi pomóc, jak mi później koślawo tłumaczyli.

Wściekła byłam niemiłosiernie, ale wówczas odłożyłam tę sprawę na pobyt w Polsce bo zwyczajnie w Anglii kosztowałoby mnie to kilkakrotnie więcej a praca nie pozwalała na żadne wolne jak to na emigracji bywało.
To później nadeszło trochę późno.. Tak dla urozmaicenia mi życia 😉


Po powrocie do kraju ( w Anglii po kilku próbach zarzuciłam pomysł leczenia u tamtejszych „specjalistów”.)
Kiedy już zebrałam się w sobie i moja sytuacja była bardziej niż stabilna zabrałam się do działania.

Zrobiłam research dostępnych gabinetów.

Byłam w kilku, gdzie szczególnie w jednym poczułam się jak idealna skarbonka.
Wyobraź sobie, że te łobuzy chcieli usuwać mi zdrowe zęby! Znowu! ‘ bo wie pani, że one się chwieją.. etc”.

Do tego moje brytyjskie ubytki chcieli zastąpić ruchomym !, powtarzam ruchomym czyli wyjmowanym ‘mostem’ do pojemniczka na noc 🙂
Tak, żeby trzydziestolatka czuła się sexy 😉
To był pierwszy raz kiedy mocno zdegustowana powiedziałam dokładnie to, co myślę zarówno o klinice jak i o lekarzu, który zwyczajnie chciał ze mnie zedrzeć ile się da i zagrać na mojej ogromnej chęci i determinacji zapewnienia sobie pięknego uśmiechu o jakim marzyłam. To był pierwszy i ostatni raz w tym miejscu.

Rozczarowana i wściekła wróciłam do domu. Nie poddałam się jednak.
Moje marzenie było ważniejsze niż człowiek, który chciał sobie na mnie zarobić na wakacje.
Zostało mi jeszcze kilka miejsc do sprawdzenia.
Umówiłam się.
Poszłam z zapasem dystansu i nieufności.
Zaparkowałam dalej aby nie dodawać sobie na początek kilku dobrych setek do rachunku nauczona tym, ze nie parkuje się pod miejscem, gdzie Cię od razu widzą i liczą. No niestety tak jest. Taka sytuacja.

Od progu powitała mnie miła kobieta .
Standardowo dostałam kartę do wypełnienia. Po czym udałam się na konsultację.
Zrobienie zdjęć i niezbędnych wycisków zajęło chwilę..
Rozmowa trwała dłuższy czas. Dużo się dowiedziałam o towarzyszących mi dolegliwościach, o mojej chorobie, ale też o opcjach jakie są do rozważenia.
Poczułam się lepiej. Wstępnie był plan, który wydal mi się logiczny, rozsądny i cennik był jasny i przejrzysty od poczatku.


Dzisiaj jestem na etapie leczenia ortodontycznego.

Nie powiem, ze przez ten czas nie kosztowało mnie to sporo, ale nie chodzi tu przecież o pieniądze tylko o własne samopoczucie.
Udało się!
Od ponad roku noszę aparat ortodontyczny bo moje zęby po wypadku na rolkach z biegiem lat mocno się rozjechały i doszło kilka schorzeń z tym związanych. Uratowano moje jedynki i nie będę musiała niczego zdejmować i wkładać do pudełeczka 😉
Niedługo będę zdejmować druty! Już, bliżej niż dalej! 🙂

Wczoraj jednak miałam zabieg regeneracji kości, żebym mogła mieć pełną klawiaturę na długie lata.
Powiem szczerze. To była męczarnia. Jestem odporna na ból. Ten zabieg a bardziej to co się działo po nim przeszło moje oczekiwania.
Potrafię znieść wiele.
Przypuszczałam, że tym razem będzie podobnie przecież już nie raz siedziałam na tym fotelu. To była najdłuższa godzina od długiego czasu.
Na fotelu dentystycznym w swoim życiu przeszłam różne scenariusze, w tym kiretaż. Jak ktoś miał to wie co to za przyjemność… 🙂
Nie polecam.

Po zabiegu czułam się w miarę dobrze pomimo tego, ze twarz po wielu znieczuleniach miałam jak po ciężkiej i krwawej walce bokserskiej
Pierwsza myśl była taka, że nigdy sobie nie powiększę ust 😉

Nie boje się igieł, ale…

Mój dramat zaczął się wieczorem kiedy odpuściły wszelkie znieczulacze.

Dzisiaj jak to pisze to nie wiem co mnie uśpiło. Chyba wszystko na raz co wzięłam. Dostałam co chciałam 🙂

Chcesz być piękna to cierp 😉

To nic, ze wyglądałam kilka dni jak chomik, który z godziny na godzinę miał większe policzki.
Ważne, że idę do przodu i za kilka miesięcy będę się z tego śmiała pełną gębą i to dosłownie 🙂

Dzisiaj na szczęście są inne możliwości i należy z nich korzystać.

Wielu specjalistów, szereg rozwiązań na każde, nawet najbardziej skomplikowane schorzenie.


Trzeba się badać i dbać.
Piękny uśmiech potrafi zdziałać cuda.
Ja trafiłam na zespół ludzi, którzy mając szeroką wiedzę i doświadczenie dbają o mnie tak jak zawsze chciałam.
Wierzę, że moje fizyczne osłabienie nie wynika z tego by pokazać mi , że jednak taka silna nie jestem, ale po to by móc pamiętać po co to wszystko wytrzymałam i przejść do kolejnego etapu doceniania.

Dbaj o siebie, w każdym aspekcie.
Korzystaj z zasobów, możliwości i ludzi.
Nie oceniaj.
Wspieraj.

Pamiętaj, że ktokolwiek kto potencjalnie boryka się z problemami tej natury nie musiał dorobić się ich sam.
Genetyki, wypadków i sytuacji życiowych nie przewidzisz 🙂

Starannie wybieraj lekarza i uśmiechaj się dużo 🙂 bardzo dużo!