Zawsze na samą myśl o jesieni robi mi się zimno i niezbyt wesoło.

Ten czas napełnia mnie nostalgią tymbardziej teraz,  w obliczu ostatnich wydarzeń.

Niemniej jednak pomimo tęsknoty za słońcem zawsze szukam pozytywów w każdych okolicznościach :-).

Ten weekend był pierwszym spokojniejszym czasem kiedy pewne nieprzyjemne napięcie z lekka odpuściło.

Postanowiałam to wykorzystać w kuchni gdzie niecodziennie, ale czasami odpoczywam i rozmyślam.
Naszło mnie na brokułową. Zupę darzę zszczególnym sentymentem. Zajadałam się nią jeszcze za czasów kiedy mieszkałam w Anglii.

Pamiętam pierwszy raz kiedy gotowałam ją u mojej Przyjaciółki Kasi przy babskich pogaduchach.

Dzisiaj Kasi ze mną nie było, ale niedawno mnie odwiedzając przywiozła mi prawdziwy Cheddar i coś czego tutaj dostać od ręki nie mogę: ser Leicester!

Najlepszy, podkręcający smak zupy i nie tylko 🙂

 

Zupa jest bardzo prosta i szybka w przygotowaniu.

Na porcję zupy wybierz średniej wielkości garnek – no chyba, że zamierzasz zajadać się cały tydzień jak ja? 😉

 

Potrzebujesz:

*wodę ok 1l

*brokuły: odkąd zmieniłam nawyki żywieniowe stawiam na produkty świeże i kiedy mogę niemrożone.

Ja wybrałam dwie spore zielone czupryny 😉

*ser: tutaj dowolnie. Jak pisałam Cheddar i Leicester mnie wystarczają, ale stilton czy gouda też się nada. Warunek jest taki, żeby był ‚rozpuszczalny’ 🙂

*pieprz, sól do smaku, liście laurowe. Można dodać domowej roboty kostkę rosołową z odrobiną wędzonki.
Ja awarynie posiłkowałam się,  przyznaję bez bicia kostką sklepową na wędzonym boczku – jak kto lubi 🙂

 

Gotujesz wodę dodając liście laurowe, pieprz ( sól zostawiam na koneic bo nie wiem jak słony będzie ser).
W miedzyczasie paruję brokuły. Niech nie będą zbyt miękkie.
Kiedy woda zaczyna lekko wrzeć dodaję wcześniej pokrojone na kosteczki sery. Mieszam dość często by ser nie przykleił się do dna garnka.

Jeśli lubisz bardziej gęste zupy możesz dodać jeszcze też zwykły serek topiony.

Kiedy ser się prawie rozpuści i powstaną swego rodzaju kluseczki serowe czas na brokuły.

Tutaj dowolność.

Niektórzy lubią mieć co gryźć i tylko z lekka blendują, inni wolą gęste kremy.
Ja, jak to ja pół na pół 🙂

Można kilka różyczek zostawić i poporcjować na mniejsze kawałki i dorzucić.

Po dodaniu brokułów mieszamy dokładnie pilnując by ser nie przywarł do spodu garnka.

Doprawiamy solą do smaku.

Dla mnie często jest dość słone.

Gotowe!

Zupa rozgrzewająca i dociągająca do ziemi ciężarem sera 😉 jest gotowa. Wystarczy mieseczka by się najeść 🙂

Nie jest to danie top fit, ale przecież czasem tzreba sobie dogodzić 😉

Smacznego!