Do tematu bloga podchodziłam wielokrotnie. Tyle samo razy kończyło się na samej nazwie jak i pustym wpisie.

Powodów, że nic się nie działo było całe mnóstwo. Szkoda miejsca by je tu wymieniać, ale zapewniam, że niejednokrotnie temat będzie poruszany w pojedynczych wpisach. A jest o czym pisać 🙂

Tym razem jednak do tematu podeszłam z zupełnie innej strony. Nie oznacza to jednak, że o wiele łatwiej mi to przyszło.

Mając na uwadze pewną misję jaką sobie założyłam potrzebowałam miejsca by skonsolidować siebie w jednym miejscu. Zdominowała mnie chęć poczucia swobody i dowolności jaki daje własny blog a nie portal społecznościowy.

Dlaczego ‚kuraniedomowa’? a dlatego, że nie można mnie jako kobiety zaszufladkować w jednej ramie przypisanej gatunkowi Kobiety. Nie godzę się na utarte podziały. Nie jestem typową panią domu i przypuszczam, że nigdy się takową nie stanę.

Sama jestem Kobietą na zabój zakochaną w swoim Mążczyźnie, jeszcze bardziej w Córeczce i tez trochę w sobie samej. Szalenie ważna jest dla mnie niezależność osobista i autonomia terytorialna w związku.

Owszem, prowadzę wymarzony dom i owszem, ale nie stoję codziennie przy przysłowiowych garach. Mój każdy dzień nie wygląda tak samo. Jestem przede Wszystkim Kobietą – nigdy o tym nie zapominam.

Jestem też Matkż, ‚żona’, córką, siostrą, szefem, przyjaciółką, konsumentką, podróżniczką, kobietą na diecie…wymieniać mogę długo 🙂

Poprzez tego bloga chcę jednak pokazać, że Można! Można zajmować te wszystkie pozycje w ciągu 24 godzin przez siedem dni w tygodniu i być szczęśliwą, spełnioną i zmotywowaną niezależnie od pozycji zawodowej, domowej, stanu cywilnego czy zasobu konta Kobietą.

Chcę się dzielić swoimi doświadczeniami, sukcesami, smutkami by pokazać, że w idealizowanym ciągle i wciąż świecie można pozostać normalnie nienormalnym by nie zwariować i jeszcze się uśmiechać nie tylko do swojego odbicia w lustrze. A wszystko to krystalicznie autentyczne.

Dla mnie nie ma nic pomiędzy. Czarne albo białe. Stąd przekornie pasy zebry. Zmęczona jestem udawanymi naokoło relacjami między ludźmi, cukierkowo pokazywanym światem i tym nadmuchanym gonieniem za idealnym życiem.

Dawno temu zrozumiałam, że takiego nie ma, ale to nie oznacza, że nie może być fajnie każdego dnia 🙂

Zapraszam do lektury i dzielenia się przemyśleniami.

Z góry przepraszam za wszystkie ‚literówki’. Już tak mam, że jak pisze pod wpływem chwili i emocji to gubię i przekręcam literki 😉