Kuraniedomowa_cytaty_mysli

 

Dla każdego sukcesem jest coś innego i jest to jak najbardziej normalne.

Nienormalnym jest jednak przedkładanie swoich działań, na drodze do swoich osiągnięć, chcąc
zadowolić innych.

Każdy zdrowy człowiek zmierza w jakimś kierunku, we własnym rytmie i według swoich zasad.

Tak jest w wariancie optymistycznym.

Często jednak jest tak, że odkładamy swoje plany, cele, marzenia do szuflady by biec
uszczęśliwiać cały świat bo tego się wymaga i oczekuje jako „ustawienie domyślne”.

Kiedy ten wymagający świat się zatrzyma na chwilę i zechce teraz skupić się na nas? na
naszych potrzebach? na naszych planach? marzeniach?

Kiedy weźmie bezinteresowny w tym udział?

Kiedyś wydawało mi się, że mam dużo czasu – bo tak jest. Teoretycznie mamy jego
nieograniczoną ilość.

Myślałam sobie, że wszystko zdążę zrobić, zrealizować.

Pomagałam, wspierałam, organizowałam. To nie miało jednak końca.

Ludzie się jednak bardzo szybko przyzwyczajają.

Z biegiem czasu i braku protestów z naszej strony, uznają, że to jest normalne.

Wciągnęłam się jednak w zadowalanie ludzi. Powody były różne.

Od chęci akceptacji, przez próbę budowania autorytetu aż po moją ludzką naturę – bo taka
jestem.

Zawsze chętna pomóc, podnieść się i zachęcić by próbować dalej.

Niestety z biegiem czasu proporcja zaczęła się przesuwać na moją niekorzyść.

Granice się zatarły.

Czułam się coraz bardziej zmęczona, osaczona i nie raz zbyt wykorzystana.

Miałam dosyć mojej naiwności i obłudy, która mnie długo otaczała.

Kiedy ja potrzebowałam pomocy, wsparcia to musiałam najczęściej udzielić go sobie sama.

W taki sposób, z biegiem lat wykształciłam w sobie „automechanizm wspierający”.
Nie potrzebowałam od świata niczego innego jak tylko tego by nie przeszkadzał mi wreszcie
iść moją „scieżką” jak każdy chcący rozwijać się człowiek.

To się musiało kiedyś skończyć bo było w pewnej chwili nie do wytrzymania.

I wiesz co?

Stało się coś czego nie do końca się spodziewałam a co pokazało mi jednak prawdę.

W świecie pojawił się bunt, rozczarowanie i niedowierzanie i co najlepsze: tylko ja winna!

Nie muszę pisać jaką niewdzięczność wówczas odczułam.

Jednak człowiek, który czuje się wyciśnięty jak cytryna w pewnym momencie nie ma już niczego do stracenia, bo nie ma już czego dać.

Oddał wszystko co miał i zrobił więcej niż norma nakazuje.

Odcina się.

Do czasu kiedy można nas wykorzystać w przeróżny sposób, dopóki jesteśmy traktowani jako
narzędzie do realizacji potrzeb świata, tak długo będziemy służyć w bardzo toksyczny
sposób.

Nie zastanawiaj się czy zrobić to czy tamto teraz, czy później. Czy X czy Y to zaakceptuje.
Czy A czy B się to spodoba.

To nie ma sensu. To niczego nie da. Wierz mi, że zawsze znajdzie się jakieś „ale”.

Nie daj się stłamsić, zmanipulować czy emocjonalnie zaszantażować.

Przestań zadowalać innych kiedy od środka rozpiera Cię moc i chęć do osiągania swoich
własnych zamierzeń.

Idź za ciosem.

Nie zastanawiaj się co będzie jeśli…jeśli odniesiesz porażkę?

Nie ma porażek – są tylko doświadczenia i lekcje od życia.

Pomyśl sobie lepiej: – A co jeśli odniosę sukces, uda mi się to i tamto, zrobię A i osiągnę B.

Czy świat będzie się szczerze z Tobą cieszyć?

 

Zastanów się nad umiejętnością reakcji na sukces, a nie nad sposobem leczenia porażki 😉