Październik się już kończy.

Zawsze o tej porze roku nachodzą mnie wspomnienia nie tylko związane z czasem kiedy obchodzę urodziny, ale z pewną historią którą przeżyłam na własnej skórze i to dosłownie.

Ten miesiąc wielu kobietom kojarzy się, albo powinien się kojarzyć z miesiącem nagłaśnianym
przez wszelkie media jako miesiąc walki z rakiem piersi.

Niestety statystyki są przerażające. Wiele kobiet się nie bada pomimo przeprowadzanych
najróżniejszych akcji :-(.

 

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Miałam niespełna dwadzieścia lat i szczerze mówiąc średnio miałam pojęcie, że to tak wcześnie może się zdarzyć.

Codzienna kąpiel jak kąpiel aż chwytam po balsam. Od małego lubiłam się maziać i pachnieć 🙂 i nagle TO..co to jest…poczułam ukłucie w sercu, które szybko rozproszyło się po
całym ciele. Co to jest do cholery?! Takie małe, okrągłe twardawe w prawej piersi…

Zamarłam..

Ubrałam się szybko, poszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi.

Odruchowo znów zaczęłam badać pierś w nadziei, że mi się coś wydawało…
Niestety nie…

 

Postanowiłam poczekać do rana. Położyłam się spać wypowiadając wszystkie swoje modlitwy, że będzie
dobrze, że to na pewno nic takiego i przecież jestem bardzo młoda.

 

Kolejne dni pamiętam jak przez mgłę…

Dzięki pomocy mamy jednego z moich znajomych dostałam się na oddział onkologiczny ( jak to i dzisiaj strasznie brzmi…:( ) bardzo szybko.

Dzięki uprzejmości położyli mnie na świeżo wyremontowanym oddziale…dowiedziałam się
później dlaczego…- na starym, szarym i burym leżały dzieci i osoby w podobnym wieku do mnie w ciężkich już stanach…

 

Po wszystkich badaniach powiedziano mi, że to włókniak. Z natury nie jest złośliwy, ale po operacji zrobią biopsję…że co? jakiej operacji? co się dzieje? – wszystko zawirowało mi w głowie.

Przyszła do mnie pani doktor..na rozmowę…wytłumaczyła mi ogólnikowo co się będzie działo w najbliższych dniach bo chce to szybko załatwić…

Do dziś nie potrafię opisać uczucia jakie się we mnie wtedy budowało..

Wyznaczono termin zabiegu ( już ktoś to lepiej określił) na kolejny dzień…

Musiałam podpisać zgody…najgorsze są te formalności bo musisz też podpisać, że w razie powikłań mogą pozbawić cię całej piersi…! – dla mnie szok..tak młoda osoba i musiałam się z
tym samotnie zmierzyć..

Noc przed zabiegiem to było coś! Prawie jak Halloween

‚Mieszkałam’ sama w sali na końcu korytarza…- czasem przydają się znajomości 🙂

Niestety nie uchroniło mnie to przed scenami jak z horroru…

Cierpienie ludzi chorych na nowotwory jest potworne…

Idąc do łazienki wychyliłam się z sali kiedy usłyszałam dziwne jęki i krzyk…- wyjrzałam..a moim oczom ukazała się półnaga kobieta z rozwiązanym szlafrokiem, porozwijanymi bandażami i
bez obu piersi…
Zamarłam…Gdy spojrzała na mnie w tym półmroku czułam jak zesztywniały mi wszystkie mięśnie…
Nie, nie przestraszyłam się…mocno wzruszyłam widząc cierpienie w jej oczach i wróciwszy szybko do swojej sali rozpłakałam się jak dziecko…

To było straszne…ten widok będę mieć już chyba do końca życia..

Położyłam się do łóżka, nakryłam kołdrą i chciałam jak najszybciej zasnąć…

Ledwo co złapałam sen a tu nagle krzyki: ‚zabijcie mnie’, ‚nie chcę żyć;, ‚to tak boli’…
To był sąsiad z sali za ścianą…nowotwór krtani…widziałam Go spacerującego z zaklejoną dziurą na szyi…

Mój zabieg miał być dnia następnego…a ja tej nocy nie zmrużyłam już oka…

Zasnęłam jak już było jasno i obudził mnie lekarz, który przyszedł na obchód…pytając jak się czuję zapytał czy nie będę mieć nic przeciwko jak mój zabieg przełożą na popołudnie bo
mają nagły przypadek do operacji…skinęłam głową, że tak..i znów czekanie..

W końcu przyszła pora na mnie…dziwnie się czułam kiedy kazali usiąść mi na wózku a później te zimne dłonie pielęgniarki układającej mnie na łóżku…i niespodzianka..będę cięta żywcem! ze znieczuleniem miejscowym! 🙂 – że co?!

Na szczęście trafiłam na młodą panią doktor, która miała to ciepło w oczach, którego się w takich chwilach szuka…

Było już po wszystkim.

Leżałam dalej w sali operacyjnej. Wokoło mnie chodziło kilka osób.
Podeszła pani doktor i powiedziała, że wycięła wszystko i oddała do badania szczegółowego.

Czekało mnie teraz zdjęcie szwów i wyniki biopsji…6 tygodni…

U mnie biopsja nie wykazała żadnych zmian nowotworowych, ale w tak młodych wieku pozostałam już na zawsze z myślą ryzyka.

Badaj się! To nie boli a może ochronić przed większym złem jakiego doświadczyłam przebywając na oddziale onkologicznym…

Dlatego do dzisiaj badam się codziennnie i daję się badać 😉

Ty też tak zrób. Auto oddajesz na przegląd co najmniej raz w roku. Siebie też oddaj.

Badaj się sama albo zachęć partnera 😉 – z tym raczej problemu nie będzie 😉

Wczesna diagnostyka najmniejszych zmian daje pewność całkowitego wyleczenia
a Ty śpisz spokojnie.

 

Ja się październikowo zbadałam a Ty?

 

_____________________________

Zdjęcie tytułowe zapożyczone z jednej kampanii na rzecz walki a rakiem piersi.