Jakie to szczęście, że po prawie dwóch latach możemy wreszcie z czystym sumieniem gdzieś wybyć. Remont domu skończony. W większości cały rozgardiasz ogarnięty.  Możemy pakować walizy bez obaw.

Pakowanie się na wakacje z Dzieckiem nie jest łatwe. O ile poprzednim razem niespełna trzylatek był mało zainteresowany zamieszaniem związanym z wyjazdem, tak tym razem nie obeszło się bez czynnego zainteresowania i chęci pomocy.

Choć wolę robić to sama i przez lata opracowałam własny system to nie odganiam Dusi i nie bronię się przed pomocą.  Niech się uczy to będzie już potrafić kiedyś pakować się sama.

W związku z tym, że lubię mieć wszystko w miarę zorganizowane a szczególnie na dalekie wyjazdy i to z Dzieckiem, swoje przygotowania rozpoczęłam nieco ponad tydzień wcześniej.

Nie lubię na wariata bo można coś ważnego przeoczyć i zapomnieć choćby kartę pamięci do aparatu, która na lotnisku może kosztować kilkakrotnie więcej.

Zawsze przygotowuję sobie listę najważniejszych rzeczy zaczynając od paszportów, ładowarek do sprzętu poprzez podstawowe lekarstwa na wszelki wypadek aż po drobne, lecz niezbędne drobnostki jak zapasowe soczewki, chusteczki nawilżane i oczywiście portfel 😉
To zawsze mam pod ręką niezależnie dokąd się wybieramy i w jakim składzie osobowym.

Wolę pakować się w atmosferze względnego spokoju niż na wariata więc na kilka dni wcześniej składam w jedno miejsce rzeczy, które myślę, że będę nosić 🙂 Rośnie niezła górka, która później ulega mocnemu uszczupleniu bo walizka się przecież nie rozciągnie. Najlepiej spakować się optymalnie a nie na każdy dzień. Zwykle wystarcza kilka t-shirtów, para szortów, jakieś cieplejsze rzeczy na wieczory nad oceanem czy pustyni. Ja zwykle kupuje jakieś rzeczy na miejscu, szczególnie kiedy wybieramy się do US – aż szkoda nie skorzystać z magii tamtejszych ciągłych wyprzedaży 😉

W tym roku musiałam się bardziej przyłożyć bo jednocześnie pracując musiałam zorganizować nasze wakacje i urodziny Dusika, które odbywały się tuż przed wyjazdem.

Na spakowanie się ostateczne po urodzinach mieliśmy niecały dzień. Dużo i nie, ale się udało 🙂

Hurra!

Lecimy!